Odwiedzin: 1628292 
 
Meteo











































2012-02-14 Australian Nationals Multiclass Championships 2012, Australia
Na przełomie stycznia i lutego 2012r. reprezentanci Aeroklubu Poznańskiego Agata Kaszczuk i Jan Makula wzięli udział w zawodach Australian Nationals Multiclass Championships 2012 w Tocumwal w Australii.

20 stycznia 2012r.

Za oknami zima,śnieg i niska temperatura wszystkim dają się we znaki. W długie zimowe wieczory wspominając ostatni sezon szybowcowy, czujemy lekki niedosyt latania. Już po raz drugi, wybieramy się na antypody.
Udajemy się do znanego nam już z poprzedniej wyprawy zaprzyjaźnionego z naszym aeroklubem ośrodka Szybowcowego w Narromine w Nowej Południowej Walii, Odpowiadając na zaproszenie Beryl Hartley, którą mieliśmy okazje gościć wraz z czterema australijskimi juniorami, którzy przybyli aby poznać specyfikę polskiego latania w Bezmiechowej na jesieni ubiegłego roku.
Każda wyprawa ma jakiś cel, w zeszłym roku było po prostu fajnie polatać, zapoznać się z warunkami szybowcowymi odległego kontynentu, tym razem mamy nieco ambitniejsze plany ponieważ, dwóch naszych juniorów weźmie udział w zawodach Australian Nationals Multiclass Championships w klasie standard. Skład ekipy prezentuje się następująco:
Jerzy Makula - Team Manager
Małgorzata Kaszczuk - Team Assistance
Zawodnicy:
Agata Kaszczuk
Jan Makula
W Sydney będzie na nas czekał Wiesław Myszak (Speedy Wes), który będzie kordynatorem naszych działań na tym kontynencie.

22 stycznia 2012r.

Jesteśmy już wszyscy w komplecie, dzisiaj o siódmej rano doleciała Agata z mamą Małgosią. Wszyscy jesteśmy zmęczeni po bardzo długiej podróży. Janek po przylocie zastaje bardzo przykrą niespodziankę. Przez całą podróż (nie bez przyczyny) martwił się o swój bagaż i zawartą w nim szybowcową elektronikę. Gdy na miejscu otworzył swoją walizkę, zastał w niej Protokoll Zur Durchgefuhrten czyli raport z otwarcia i przeszukania bagażu, w którym został poinformowany, iż jego akumulator bardzo potrzebny jako dodatkowe zasilanie do nawigacji został sklasyfikowany jako niebezpieczny materiał do przewozu i tym samym skonfiskowany na lotnisku we Frankfurcie. Z tego miejsca życzymy niemieckim służbom celnym więcej zdrowego rozsądku i ludzkiego podejścia do pewnych spraw.
Ruszamy zwiedzać, Wes oprowadza nas po centrum Sydney, spacerujemy po nabrzeżu, oczywiście obowiązkowa sesja zdjęciowa przy Opera House. Wieczorem świętujemy wczorajsze urodziny Wieśka wraz z jego rodziną, zmęczenie daje się we znaki, udajemy się na spoczynek. Jutro następny dzień, który poświęcimy na aklimatyzacje i dalsze zwiedzanie, pojutrze ruszamy do Narromine, wreszcie trochę polatać :-)

23 stycznia 2012r.

Dzisiaj spokojnie usiłujemy się zrelaksować, odpocząć przed lataniem i długą podróżą do Narromine. Staramy się spać jak najdłużej dlatego dzień zaczynamy od branch czyli połączenia lunchu ze śniadaniem. Postanowiliśmy skorzystać i udać się na jedną z lokalnych plaż - Bondi Beach - najpiękniejszą plażę w Sydney, pokąpać się w oceanie i trochę się poopalać. Po plaży udajemy się do klubu australijskich zimowych pływaków. Widok z Winter Sydney Swimming Club był po prostu piękny, a roztrzaskujące się o skały gigantyczne fale wprawiają nas w poczucie potęgi natury. Potem jedziemy do Wesa na ogromne barbecue. Zjadamy przepyszne australijskie steki, sporo baraniego mięsa, ponadto Jurek specjalnie dla całej ekipy przyrządza owoce morza wg swojej receptury. Późnym wieczorem ustalamy jutrzejszy plan dnia i 9:00 jako godzinę wyjazdu. Resztę Wieczoru spędzamy nad mapą i analizą terenu, w którym będzie dane nam latać.

24 stycznia 2012r.

Dzień zaczyna się niepozornie, wstajemy rano, planowany wyjazd godz. 9:00. Przyrządzamy śniadanie, wszyscy jesteśmy spakowani za wyjątkiem Wieśka, który potrzebuje jeszcze 10 minut na umieszczenie swoich rzeczy w dwóch walizkach, a my pakujemy trzecią specjalistyczną torbę surwiwalowca po brzegi wypełnioną różnego rodzaju smakołykami, jeszcze nie wiedzieliśmy że odegra ona kluczową role w dzisiejszej wyprawie. Niestety jak to w życiu bywa parę minut na spakowanie potwornie się przedłuża o ponad godzinę. Wystarczyło spojrzeć na Jurka i z jego twarzy można było odczytać takie emocje jak zdenerwowanie i bezsilność. Gdy mamy już już wszystkie bagaże pojawia się problem ułożenia ich w bagażniku, ponieważ nie mamy już miejsca aby gdziekolwiek ulokować nasze torby i walizki. Wpadliśmy na pomysł aby pozostawić nasz zestaw przetrwania rodzinie naszego koordynatora od zadań specjalnyc,h ponieważ ulokowana na siedzeniu negatywnie wpływałaby na komfort podróży. Wiesiek Stanowczo się sprzeciwia i zabieramy ją między dwa przednie siedzenia. Wes jeszcze musi wrócić do mieszkania. Gdy pojawia się z powrotem wszyscy siedzimy w samochodzie, uradowani, że już wyjeżdżamy. Nasz kierowca zajmuje pozycje, wykonuje instynktowny ruch ręką w stronę kieszeni i pyta się Jurka czy ma klucze? On odpowiada, że już mu je oddał, po czym okazało się, że zostały zatrzaśnięte w mieszkaniu do którego kluczy również nie mamy. Jurek złapał się za głowę i kompletnie załamał. Martwimy się co tu zrobić. Janek i Agata próbują nawet otworzyć zamek skonstruowanym przez siebie wytrychem – bezskutecznie! Wiesiek dzwoni do swojego współlokatora, który na szczęście znajduje się w pobliżu i będzie za 20 minut. Udajemy się na kawę do pobliskiego McDonald's. Kiedy wracamy mieszkanie otwarte, klucze do auta w ręku – ruszamy! Wyjeżdżając Wes ręcznie zamyka bramę i potwornie przytrzaskuje sobie środkowy palec, opatrzyliśmy mu rękę i wreszcie wyruszając wykrzyknął "Hej przygodo!".
Droga przebiega spokojnie, stwierdzamy mimo wyjazdu o godzinie 12:00, że dobrze stoimy z czasem i dojedziemy do Narromine przed zmrokiem. Po czterech godzinach jesteśmy w Temorze, składamy do wózka Agaty LS-8. Po około 50 km zatrzymujemy się w przydrożnym barze obok stacji benzynowej, zjadamy obiad i jedziemy dalej. Przejeżdżamy ponad 100km, gdy orientujemy się, że zapomnieliśmy naszej torby, ale nikt się tym nie przejął ponieważ była tylko zbędnym ciężarem. Gdy jednak chcemy zatankować auto Jurek zauważa, że nie ma również swojego plecaka (w nim paszporty, portfel i karty kredytowe), który zostawiliśmy razem z torbą. Mamy do Narromine 130 km ale niestety musimy zawrócić do baru, który jest 100km w druga stronę. W ten sposób nadłożyliśmy dwie godziny drogi i ponad 200km. Gdy wreszcie jesteśmy na miejscu możemy odetchnąć. Przejechaliśmy dzisiaj ponad 930km i spędziliśmy w aucie 12 godzin.

25 stycznia 2012r.

Za oknami pełne pokrycie chmur, mocno pada deszcz. Udajemy się do klubu, aby wypełnić wszystkie formalności i stajemy się członkami Gliding Federation of Australia. Mamy odprawę bezpieczeństwa i dokładnie zapoznajemy się z zasadami ruchu na miejscowym lotnisku. Oglądamy i przygotowujemy Janka LS4. Dzisiaj nie polatamy, intensywnie pada przez pół dnia. Wiesiek i Janek kursują pomiędzy miejscowym szpitalem, a przychodnią, ponieważ Wes ma problem z przytrzaśniętym palcem, a Jasiu ze swoją ręką. W międzyczasie druga część ekipy robi większe zakupy. Wszyscy robimy wieczorne barbecue z australijskimi stekami w roli głównej. Prognoza pogody nie wygląda zbyt obiecująco, zobaczymy jak będzie jutro ...

26 stycznia 2012r.

Dzisiejszy dzień lotny stoi pod znakiem zapytania, rano ulewa, potem się przejaśnia, następnie znowu nadciągają chmury. Decyzja jest taka: czekamy do godziny 14:00, po której wszystko się wyjaśnia – odpuszczamy latanie. Nie marnujemy czasu i jedziemy do odległego o około 30 kilometrów Dubbo, w drodze widzimy symbol tej krainy - kangury! Już nikt z nas nie ma wątpliwości na jakim kontynencie się znajdujemy. Po około 25 minutach jesteśmy w znanej nam z wcześniejszych wypraw Red Earth Estate Vineyard Kena Borcharda, który również jest szybownikiem, ma na swoim koncie przelot 1000 km i oddał się swojej życiowej pasji jaką jest wino i procesy jego wytwarzania. Degustujemy jego trunki, dowiadujemy się wiele szczegółów na temat ich smaków. Następnie Ken oprowadza nas po swojej winiarni i tłumaczy każdy element produkcji wina. Na koniec postanowiliśmy kupić parę butelek, żegnamy się z właścicielem i wracamy do Narromine, ponieważ 26 stycznia to australijskie święto narodowe upamiętniające założenie pierwszej osady w 1788 roku, więc jesteśmy zaproszeni do klubu na drinka i poczęstunek, a następnie przyrządzamy BBQ w naszym hotelu. Pogoda ciągle się zmienia, jutro najprawdopodobniej wreszcie wzbijemy się w powietrze.

27 stycznia 2012r.

Dzisiaj znowu pada. Na odprawie o 10:00 dowiadujemy się, że raczej są słabe szanse na wykonanie jakiegokolwiek lotu, ponieważ mamy dzisiaj niebo pod pełnym pokryciem, wiatr około 10-15m/s i budujące się burze w promieniu 50km. Natomiast w późniejszych godzinach trafia się okazja aby wykonać naszym zawodnikom Annual Check, czyli loty sprawdzające z instruktorem. Jako pierwszy poleciał Janek, który orientuje się w tutejszym terenie. Po starcie widać nachodzące ściany deszczu, po jego lądowaniu uciekamy przed ulewą do hangaru, aby w najbliższe 40 minut ponownie wyciągnąć sprzęt i zrobić lot kontrolny Agacie. Szczęśliwie udaje się nam osiągnąć zamierzony cel na dzisiejszy dzień, wieczór spędzamy w aeroklubie, pod nazwą kryję się lotniskowy bar, w którym spotykają się emerytowani piloci i okoliczni mieszkańcy śpiewając australijskie przyśpiewki. Zjeżdżają się zawodnicy ale pogody ciągle nie ma ...

28 stycznia 2012r.

Na odprawie zostaje nam przedstawiona sytuacja meteo, jesteśmy już lekko poirytowani tym co się tutaj dzieje – pełne pokrycie chmur przy temperaturze 27 stopni, ponadto ostrzeżenia o wężach na lotnisku. Dzisiaj zalewamy nasze szybowce wodą, musimy przejść przez obowiązkowe ważenie, które będzie nam towarzyszyć przez całe zawody w związku z zaostrzonymi przepisami Gliding Federation of Australia. Po tym wszystkim zbytnio nie mamy koncepcji co robić. Wieczorem pewnie jakieś grillowanie.

29 stycznia 2012r.

Za oknem deszcz, jesteśmy znużeni tym co się dzieje. Rano na odprawę udają się tylko Jurek i Wiesiek, wracają bardzo zdenerwowani. Sytuacja pogodowa nie wygląda najlepiej na najbliższe 3 tygodnie. Organizator zawodów zakłada, że w 95% nie ma szans na rozegranie Australian Nationals w Narromine. Z tego powodu pada bardzo interesująca propozycja przeniesienia zawodów do odległego o ponad 600 km na południe miasta Tocumwal, o 12:30 będzie oficjalna decyzja.
Godzina 12:30. Jesteśmy na odprawie, omawiane są najlepsze opcje w jakich miejscach mogą być rozegrane mistrzostwa, jednak ostatecznie i oficjalnie zawody zostaja przeniesione do Tocumwal. W Polsce rzecz nieprawdopodobna, więc wyrazy uznania dla organizatorów, a przede wszystkim pilotów, którym bardzo zależy na rozegraniu tych mistrzostw. Natychmiast po decyzji zaczynamy składać nasze szybowce na wózki, pakować się i przygotowywać do podróży. Wieczorem jesteśmy gotowi i jutro ruszamy do Tocumwal!

30 stycznia 2012r.

Około godziny 12:00 wyruszamy z Narromine, podróż przebiega bardzo spokojnie, po drodze zatrzymujemy się w punkcie widokowym Peak Hill Gold Mine, a potem robiąc kilka postojów szczęśliwie i bez żadnych niemiłych przygód docieramy na miejsce. Nasz hotel położony jest niedaleko lotniska w spokojnej okolicy, naokoło rosną drzewa eukaliptusowe, więc towarzyszy nam ich zapach. Idziemy spać, bo jutro czeka nas bardzo pracowity dzień, szczególnie że po raz pierwszy widzimy zachodzące słońce i gwiaździste niebo.

31 stycznia 2012r.

Dzisiaj z pogodą wygląda trochę lepiej, rano świeci słońce. W ekipie panuje całkiem niezły nastrój. Tocumwal jest po przejściu frontu i na około pełno podmokłych terenów z lotniskiem włącznie. Na pierwszym briefingu zostają nam przedstawione ogólne zasady lotów w tym miejscu. Składamy nasze szybowce, tankujemy wodą, ciągniemy się na start, jednak przez pękięcie nitów obejmy na kadłub łapiemy godzinne opóźnienie. Nasi zawodnicy wreszcie startują, jednak wiatr o sile 15m/s, słabe i nieregularne noszenia pozwalają tylko powisieć nad lotniskiem. No cóż, jutro powinno być lepiej. Po schowaniu sprzętu do hangaru idziemy do miejscowego pubu, w którym jemy steki. Jutro drugi dzień treningu, zapowiada się całkiem nieźle.

1 lutego 2012r.

Dzisiaj na brefingu dostajemy zadania, obszarówka z 3 punktami 120.4/344.7km bez limitu czasu. Jednak szczegółowe omówienie zadania, sytuacji meteorologicznej i procedur operacyjnych zajmuje organizatorom grubo ponad godzinę. Mieliśmy problem związany z tankowaniem szybowców, ponieważ ciśnienie wody w kranach jest bardzo niskie i trwało to bardzo długo ...
Gdy wszystko gotowe, ciągniemy nasze patyki na start, wreszcie nasi zawodnicy o godzinie 15:30 wzbijają się w powietrze. Wes i Jurek mają z nimi łączność radiową, cały czas czuwają. Jankowi i Agacie udaje się zrobić tylko 170km z powodu późnego odejścia. Dobre noszenia o sile średniej 2.7m/s i cumulusy o podstawie 2000m zrobiły swoje, dolatują bez większych problemów. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Decyzja przeniesienia mistrzostw była trafna i wreszcie Australia pokazała, na co ją stać. Przy wieczornym grillu poznajemy się bliżej z miejscowymi pilotami. Jutro zaczynamy zawody. Jesteśmy gotowi :-)

Zobacz wyniki treningu

2 lutego 2012r.

Dzisiaj pierwszy dzień zawodów, wszyscy jesteśmy lekko poddenerwowani. Pogoda nie jest najlepsza, dlatego organizatorzy wykładają konkurencję obszarową. Słabe noszenia tłumione przez przez ławice cirrusów skutecznie utrudniają zawodnikom wykręcenie się znad lotniska. Gdy się udaje Agata odchodzi na trasę, Janek ponad godzinę po niej. Po przeleceniu kilkudziesięciu kilometrów Agata daje sygnał przez radio, że warunki są bardzo słabe i utrzymanie się w powietrzu jest bardzo trudne. Po jakimś czasie ląduje w terenie przygodnym, a Janek wraca się na lotnisko. Przygotowujemy wózek i ruszamy w 150 kilometrową trasę na północ od Tocumwal. W polu nie ma większych problemów wracamy około godziny 24:00. Tego dnia większość szybowców wylądowała poza lotniskiem.

Zobacz wyniki 1. konkurencji

3 lutego 2012r.

Na odprawie dostajemy nasze zadania - konkurencje prędkościową. Widoczne są nadchodzące chmury cirrus, jednak wszyscy maja nadzieję, że słońce zrobi swoje i pokrycie "przepali". Agata i Janek tuż przed startem dowiadują się, że zadanie zostało zmienione na kilka minut przed rozpoczęciem startów klasy standard do konkurencji. Wielobok o długości 240 kilometrów w większej części odbywa się pod cumulusami jednak przez ostatnie 70-80 km lot odbywał się na termice bezchmurnej. Agata dzisiaj uplasowała się na 10 pozycji a Janek na 14. Jesteśmy zadowoleni, wszyscy bez większych przeszkód dolecieli na lotnisko. Wieczorny grill i steki przygotowywane przez Wieśka są po prostu pyszne. Zobaczymy co przyniesie następny dzień, wszyscy piloci zapowiadają dobre warunki do latania.

Zobacz wyniki 2. konkurencji

4 lutego 2012r.

Zaczynamy wcześnie, Jurek z Wesem zrywają się rano aby przygotować szybowce do lotu. Zadanie na dziś to konkurencja obszarowa 240/680 km w czasie 3:30. Przed startami widać tworzące się cumulusy. Gdy Zawodnicy startują jeszcze przed odejściem na trasę są już podstawy o wysokości 1600m. Potem niebo pokrywa się mocno noszącymi szlakami o podstawach do 2500m, liczymy dziś na dobre prędkości, Pierwsza dolatuje Agata, dziś zrobiła ponad 390 kilometrów ze średnią 112, chwilę potem dolatuje Janek który zrobił 400 km z 110 km/h jednak miał problem z okręgami startowymi, dostaje punkty karne - cóż kolejna twarda lekcja dla naszego zawodnika.

Zobacz wyniki 3. konkurencji

5 lutego 2012r.

Dzisiejszego ranka Wiesiek spoglądając przez okno rzekł: Będzie petarda! Za oknem tworzyły się już pierwsze Cu. Mamy problem z LS–4, lewy zbiornik przecieka, nie da się go całego zatankować, rozłożenie i złożenie zajmuje nam trochę czasu, a miejscowi specjaliści nie są w stanie nam teraz pomóc, niestety problem nie został rozwiązany. Standardowo odprawa o 10:00. Zadanie na dzisiaj to wielobok 330km. Cumulusy po jakimś czasie kompletnie znikają, będzie trochę trudniej - cała trasa na bezchmurnej. Na szczęście nasi zawodnicy wstrzelili się w australijskie warunki i pokonują trasę z zadowalającymi prędkościami. Zmęczenie daje się we znaki szczególnie po długim i ciężkim locie.

6 lutego 2012r.

Dzień wygląda tak samo jak poprzedni, 330km na bezchmurzu, możliwe było wykonanie kawałka trasy pod nielicznymi i szybko zanikającymi cumulusami. Zadanie jest prawie identyczne jak wczoraj tylko, że odwrotna kolejność punktów zwrotnych i trochę silniejszy wiatr, bo około 30 km/h. Australijska termika bezchmurna trochę się różni od znanej nam polskiej ponieważ trudniej jest znaleźć kontrasty terenu i przy tym daje silniejsze noszenia. Niemniej jednak pomimo kilku problemów Agata plasuje się na pozycji 10, a Janek na 12.

Zobacz wyniki 4. konkurencji

7 lutego 2012r.

Znowu blacha, jesteśmy już trochę znurzeni brakiem jakichkolwiek chmur. Upał i zmęczenie dają się we znaki całej ekipie. Zadanie na dzisiaj to konkurencja obszarowa Rochester - St James - Rennie - Finley – Tocumwal. Noszenia rzędu 2-3m/s dają całkiem przyzwoite warunki do oblecenia trasy. W tej konkurencji Janek jest 12, a Agata 10.

Zobacz wyniki 5. konkurencji

8 lutego 2012r.

Na brefingu prognoza zapowiada zanikające chmury Cu, organizatorzy wykładają krótką trasę, aby zawodnicy mieli siłę na jutrzejszy dzień, który ma być jednym z lepszych na tych zawodach. Termika bezchmurna po raz kolejny okazuję się bardzo łaskawa dla wszystkich startujących i żaden nie ląduje w polu.

Zobacz wyniki 6. konkurencji

9 lutego 2012r.

Progonoza pogody zapowiada deszcze i rozwijające się komórki burzowe 50km na wschód, widać już tworzące się cumulusy od napływu świeżej masy znad oceanu, jednak powstają one około 10-15km od lotniska więc wykręcenie odpowiedniej wysokości i zastosowanie taktyki na punktach startowych okazuję się niełatwym zadaniem. Gdy naszym zawodnikom udaje się doskoczyć do chmur wszystko przebiega całkiem sprawnie, po zaliczeniu pierwszej strefy lot na krawędzi frontu daje znaczny przyrost prędkości przelotowych. Janek zauważa ogromny pożar, krążąc w słupie dymu z około 1000 metrów wybija się na 2300w 6-metrowym noszeniu. Wymieniając się informacjami na temat lotu i warunków w powietrzu, nasi juniorzy wykręcają doloty i po zasięgu zlatują na lotnisko. Agata 8 a Janek 12.

Zobacz wyniki 7. konkurencji

10 lutego 2012r.

Ostatni dzień zawodów, widoczne chmury cirrus są oznaką stojącego w pobliżu frontu. Raczej nie widzimy szans na rozegranie konkurencji. Na odprawie wszystko się wyjaśnia. Cała masa powietrza posuwa się w kierunku południowym, gdy tylko zatankowaliśmy szybowce wyskoczyły pierwsze cumulusy, a za nimi budujące się Cb. Rozpoczynają się starty do konkurencji. Dzisiejsze warunki: silne noszenia, podstawa chmur do 2500m. Do pierwszego punktu nasi zawodnicy dolatują prawie bez krążenia, następnie lot nad australijskim pustkowiem na którym nie widać żadnego śladu obecności człowieka. Jankowi i Agacie zejście do parteru w nieprzyjaznym terenie przysparza wiele emocji. W dniu dzisiejszym Agata i Janek zajmują kolejno miejsca 12 i 13 lecąc ze średnią prędkością ponad 110km/h. Po lądowaniu składamy LS4 na wózek i udajemy się na ceremonię zakończenia mistrzostw. Tam zostają nagrodzeni zwycięzcy w poszczególnych klasach. Nasi juniorzy za wolę walki zostali nagrodzeni brawami. Rywalizacja dobiegła końca. Agata w klasyfikacji generalnej zajęła miejsce 10, a Janek 14. Jutro też latamy ale nigdzie nie trzeba się spieszyć i tylko dla przyjemności po prostu latać.

Zobacz wyniki 8. konkurencji

Zobacz zbiorczą tabelę wyników z poszczególnych konkurencji

Zobacz tabelę wyników (klasa standard)

11 lutego 2012r.

Wreszcie możemy się porządnie wyspać. Bez stresów około godziny 10:00 udajemy się na lotnisko. Do naszej dyspozycji pozostał Duo Discus i LS8, robią się dobre warunki. Dzisiaj Wiesiek robi lot na LS8, Jurek i Janek na Duo, a potem zamieniają się z Agatą i Małgosią. Dzisiejsze latanie było czysto przyjemnościowe, w Australii mawiają na to joy flights :-) Tocumwal żegna nas wspaniałą pogodą w ostatnim dniu lotnym. Wieczorem przygotowujemy kolację, na której Jurek robi krótkie podsumowanie naszej wyprawy.

12 lutego 2012r.

Rano śniadanie, potem długa podróż samochodem do Sydney przez Temorę, gdzie zostawiamy szybowiec Agaty i z dobrymi nastrojami dojeżdżamy na wybrzeże. Nasza lotnicza przygoda się skończyła, może za wyjątkiem podróży do domu. Według przysłowia: podróże kształcą, każdy z nas nauczył się czegoś nowego. Wyrazy uznania należą się Wieśkowi Myszakowi, bez jego wsparcia nasza wyprawa nie byłaby możliwa, a także wszystkim, którzy udzielili nam ogromnej pomocy.

Dziękujemy!

Jerzy Makula
Jan Makula
Agata Kaszczuk
Małgorzata Kaszczuk
Wiesław Myszak

Zobacz galerię zdjęć.

do góry

 
Odwiedziny strony
Zlot Gigantów 2017
Grupa Akrobacyjna Żelazny
Oœrodek Szkolenia Lotniczego Żelazny 6
Rezerwacje obeiktów sportowych (squash, tenis, bowling) w ramach Studium Wychowania Fizycznego Politechniki Poznańskiej
Beata Choma
Latanie precyzyjne. Aeroklub Poznański
77 Szkoła Bezpiecznego Latania
SAE AeroDesign Politechnika Poznańska
Gliding Team Klinika Kolasiński
www.aerofoto-kaczmarczyk.com
Akademicki Klub Lotniczy Politechniki Poznańskiej
Akademicki Klub Lotniczy UAM
lotniczapolska.pl
CityZen
QR www.aeroklub.poznan.pl